sobota, 4 kwietnia 2015

Trochę o mnie i o tym co tu się będzie działo.

Zacznijmy od tego, że nienawidzę pisać o sobie. Poważnie, naprawdę, serio i w stu procentach. Jak tylko widzę gdzieś kolumnę "o mnie", dostaję gęsiej skórki. Nie żebym była jakaś zakompleksiona, czy coś. Nie lubię i tyle. Jak już jesteśmy przy tym, czego nienawidzę, to od razu powiem, że nie cierpię głupich pytań, na które nie da się logicznie odpowiedzieć. Nic mnie tak nie wkurza, serio. Chyba wiecie co mam na myśli, nie? Jak tak piszę "wiecie" to zastanawiam się, czy ktokolwiek kiedykolwiek wpadnie na tego bloga, ukrytego gdzieś głęboko w czeluściach internetów i go przeczyta. Mam nadzieję, że tak i że nie produkuję tu się na marne.
Skoro już powiedziałam o tym czego nienawidzę, to teraz czas na drugą stronę medalu. Kocham kwaśne jedzenie. Od cytryn, przez lody "Kwaśny urwis", po rutinoscorbin. Ubóstwiam cytryny w każdej postaci, pomijając cukierki, bo na samą myśl o nich robi mi się niedobrze.
Kocham czytać. Robię to- z tego co słyszałam- trzy razy więcej niż ustawa przewiduje. Nie żebym się chwaliła czy coś, ale w ciągu ostatnich trzech lat przeczytałam coś koło 500 książek. Zaraz pomyślicie, że jestem dziwna, ale tak- liczyłam je. Nie pytajcie czemu.
Jestem po uszy zakochana w Igrzyskach Śmierci, Morzu Spokoju i Fałszywym Księciu.
Bywam chamska i wredna, ale ogółem lubię ludzi i raczej nie mam z nimi problemów. Zwłaszcza lubię fanów Igrzysk, mogę o tym gadać bez końca. Jestem cholernie niecierpliwa, uwielbiam Jennifer Lawrence, Josha Hutchersona i Theo Jamesa i to tyle o mnie.
Blog powstał... właściwie nie wiem po co. Czuję potrzebę wyżycia się gdzieś i tu zamierzam to robić. 
Kończę, bo Was zanudzę! 
Piszcie, komentujcie, udostępniajcie, co tam chcecie!
Pozdro,
Carmen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz